Witamy w eTurboNews | eTN   Kliknij, aby odsłuchać wyróżniony tekst! Witamy w eTurboNews | eTN

Kliknij tutaj ijeśli masz jakieś wieści do przekazania

Wiadomości z podróży po Tajlandii eTN Najnowsze wiadomości podróżnicze Polecane wiadomości podróżnicze Wiadomości z branży hotelarskiej Aktualności Wiadomości dotyczące inwestycji turystycznych

Tajlandia walczy z nielegalną zagraniczną własnością w sektorze nieruchomości i turystyki

Inwestować

Tajlandia zaostrza represje wobec zagranicznych inwestorów, którzy wykorzystują tajskich akcjonariuszy nominowanych do obejścia ograniczeń własnościowych. Władze prowadzą dochodzenia w sprawie posiadłości, firm turystycznych i spółek-słupów powiązanych z ukrytą kontrolą zagraniczną. Kampania sygnalizuje istotną zmianę w egzekwowaniu prawa, narażając inwestorów na sankcje karne, deportację, konfiskatę aktywów i przymusową sprzedaż nieruchomości.

Ryzykowny system podziemny pomagający cudzoziemcom kontrolować tajskie firmy — i dlaczego Bangkok podejmuje zdecydowane kroki

Na papierze firma należy do obywatela Tajlandii.
Akcjonariusze są lokalni. Rejestracja wydaje się zgodna z przepisami. Podpisy są w porządku.

Jednak za wieloma kratami w Phuket, budową willi na Koh Samui, firmami logistycznymi w pobliżu Bangkoku i firmami eksportowymi we wschodnich prowincjach, tajscy śledczy twierdzą, że prawdziwymi właścicielami są często obcokrajowcy działający za pośrednictwem tajnych porozumień z nominowanymi osobami. To długotrwała praktyka, która obecnie stoi przed najpoważniejszym rozliczeniem prawnym od dziesięcioleci.

Rząd Tajlandii rozpoczął agresywną kampanię przeciwko temu, co urzędnicy określają mianem „własności zastępczej”, czyli sytuacji, w której obywatele Tajlandii użyczają swoich nazwisk firmom lub zakupom gruntów, które są skutecznie finansowane i kontrolowane przez zagranicznych inwestorów. Władze ostrzegają, że takie praktyki naruszają ustawę o działalności gospodarczej za granicą i podważają sektory prawnie zastrzeżone dla Tajów.

Ostre represje odzwierciedlają rosnące napięcie w jednej z najbardziej międzynarodowych gospodarek Azji Południowo-Wschodniej: jak zachęcić zagraniczne inwestycje, zachowując jednocześnie kontrolę państwa nad gruntami, turystyką, handlem detalicznym i strategicznymi gałęziami przemysłu.

Przez lata struktury nominacyjne znajdowały się w szarej strefie tajskiego handlu – po cichu omawiane wśród prawników, agentów nieruchomości i inwestorów zagranicznych jako „tajemnica poliszynela”. Dziś organy regulacyjne sygnalizują, że ta era może dobiegać końca.

„Iluzja 51%”

Zgodnie z prawem tajskim, większość przedsiębiorstw objętych ograniczeniami nie może być w większości własnością zagraniczną, chyba że uzyskają specjalne zezwolenie w ramach licencji na działalność zagraniczną, Rady ds. Promocji Inwestycji lub zwolnienia z traktatu. W wielu przypadkach cudzoziemcy mogą posiadać nie więcej niż 49% udziałów.

Rozwiązanie problemu było pozornie proste.

Obywatele Tajlandii — czasami przyjaciele, pracownicy, małżonkowie, kierowcy, księgowi lub opłacani zastępcy — posiadaliby udziały większościowe na papierze. Inwestorzy zagraniczni dostarczaliby kapitał, zarządzaliby operacjami i zachowaliby faktyczną kontrolę poprzez umowy dodatkowe, porozumienia dotyczące głosowania lub akcje uprzywilejowane.

Struktura ta umożliwiała zagranicznym inwestorom kupowanie ziemi, prowadzenie działalności turystycznej lub zachowanie kontroli nad sektorami, które w innym przypadku byłyby objęte ograniczeniami prawnymi.

Jednak tajscy regulatorzy coraz częściej twierdzą, że sam procent własności nie decyduje o legalności.

„51% udziałów Tajlandii nie stanowi prawnej bezpiecznej przystani” – zauważono w niedawnej analizie prawnej, podkreślając, że obecnie władze sprawdzają, kto sfinansował te udziały, kto kontroluje proces decyzyjny i kto czerpie korzyści ekonomiczne.

Innymi słowy, urzędnicy nie pytają już tylko o to, kto figuruje w dokumentach korporacyjnych. Pytają, kto jest prawdziwym właścicielem firmy.

Ogólnonarodowe śledztwo

Obecna fala egzekwowania prawa przyspieszyła w 2025 r. i jeszcze bardziej się nasiliła w 2026 r.

Tajlandzki Departament Rozwoju Biznesu, Departament Ziemi i Centralne Biuro Śledcze rozpoczęły koordynację dochodzeń w sprawie domniemanych ustaleń dotyczących nominacji w sektorach uważanych za szczególnie narażone na ukryte zagraniczne udziały.

Władze twierdzą, że głównymi celami ataków są turystyka, hotelarstwo, nieruchomości, logistyka, rolnictwo i budownictwo.

Śledztwa coraz częściej opierają się na śledzeniu finansów i analizie cyfrowej, a nie na prostych rejestrach akcjonariuszy.

Nowe przepisy wprowadzone w tym roku nakładają na tajskich udziałowców biorących udział w rejestracji niektórych spółek obowiązek przedstawienia dowodów potwierdzających ich zdolność finansową, w tym wyciągów bankowych potwierdzających, że posiadają wystarczające środki na samodzielny zakup akcji.

Władze Tajlandii wdrożyły również nowe systemy analityczne umożliwiające krzyżową kontrolę struktury akcjonariatu, stanowisk dyrektorów i przepływów kapitału w bazach danych rządowych.

Przesłanie z Bangkoku stało się jednoznaczne: posiadanie nominacji nie jest już postrzegane jako techniczne naruszenie ukryte w korporacyjnej dokumentacji. Coraz częściej traktuje się je jako priorytet w egzekwowaniu prawa na szczeblu krajowym.

Kwestia ziemi

W centrum represji znajduje się kwestia bardziej wrażliwa politycznie niż kwestia własności korporacyjnej: ziemia.

Cudzoziemcy generalnie nie mogą bezpośrednio posiadać ziemi w Tajlandii. Jednak w wielu kurortach luksusowe wille i projekty deweloperskie od dawna są powiązane z firmami podejrzewanymi o działalność za pośrednictwem tajskich nominatów.

Teraz urzędnicy ostrzegają przed poważniejszymi konsekwencjami.

Tajlandzki Departament Ziemi ogłosił niedawno rozszerzenie dochodzeń w sprawie zagranicznych procederów związanych z własnością ziemi, w które zaangażowani są tajscy pełnomocnicy, i ostrzegł, że sprawcy naruszeń mogą zostać zmuszeni do sprzedaży ziemi, ukarani grzywną i pociągnięci do odpowiedzialności karnej.

Niektóre proponowane zmiany prawne idą jeszcze dalej.

Według kilku analiz prawnych władze Tajlandii rozważają wprowadzenie środków, które mogłyby umożliwić konfiskatę nielegalnie posiadanych gruntów na rzecz państwa bez odszkodowania, co stanowiłoby drastyczną eskalację tradycyjnego środka zaradczego polegającego na przymusowej odsprzedaży.

Dla inwestorów, którzy uważają, że umowy nominacyjne stanowią ryzyko prawne, które można opanować, konsekwencje są poważne.

Struktura, która kiedyś była reklamowana jako „standardowa praktyka”, może obecnie narazić właścicieli na kary pieniężne, konfiskatę aktywów i całkowitą utratę zainwestowanych nieruchomości.

Firmy pod lupą

Najnowsze śledztwa ujawniają, jak głęboko struktury nominacyjne mogły przeniknąć do tajskiej gospodarki.

Na początku tego roku władze zidentyfikowały wiele firm zajmujących się pakowaniem i eksportem owoców, podejrzanych o wykorzystywanie tajskich udziałowców jako przykrywek dla zagranicznych operatorów.

Uwagę przyciągnęły również luksusowe wille na wyspach turystycznych. Śledczy twierdzą, że niektóre projekty były kontrolowane przez podmioty zagraniczne, ukryte za warstwami tajskich udziałowców, z niewielkim rzeczywistym udziałem finansowym.

Jak donoszą źródła, właściciele nieruchomości w Hua Hin, Phuket i Koh Samui są coraz bardziej zaniepokojeni retrospektywną kontrolą struktur własnościowych ustanowionych wiele lat wcześniej.

Konsekwencje mogą być poważne.

Zgodnie z ustawą o działalności gospodarczej za granicą, zarówno zagraniczny inwestor, jak i tajski kandydat mogą zostać ukarani pozbawieniem wolności, wysokimi grzywnami i zamknięciem przedsiębiorstwa, jeśli władze stwierdzą, że istnieje porozumienie w sprawie nominacji.

W przypadku obywateli państw obcych możliwe są również konsekwencje deportacji i umieszczenia na czarnej liście.

Strach w gospodarce emigrantów

Represje te zmieniają sposób prowadzenia rozmów w tajlandzkiej społeczności zagranicznych przedsiębiorców.

Kancelarie prawne informują o rosnącym zapotrzebowaniu na restrukturyzację przedsiębiorstw, przeglądy zgodności z przepisami i wnioski BOI, ponieważ inwestorzy szukają prawnych alternatyw dla porozumień nominacyjnych.

Niektórzy ekspaci obawiają się, że władze mogą stosować nowe standardy wstecznie do struktur stworzonych wiele lat temu, w warunkach mniej rygorystycznego egzekwowania prawa.

Inni twierdzą, że podejście rządu grozi zachwianiem nastrojów inwestycyjnych w kraju silnie uzależnionym od międzynarodowego kapitału i turystyki.

O autorze

Juergen T. Steinmetz

Juergen Thomas Steinmetz nieprzerwanie pracuje w branży turystycznej i turystycznej, odkąd był nastolatkiem w Niemczech (1977).
Założył eTurboNews w 1999 r. jako pierwszy biuletyn online dla światowej branży turystycznej.

Zostaw komentarz

Kliknij, aby odsłuchać wyróżniony tekst!